Finanse | 27.10.2020

7 porad, jak nie zbankrutować przy dzieciach

Pojawia się dziecko. Z każdej strony słyszysz podszepty: „Kup to, kup tamto!”, „Ale to dla dziecka”, „Dziecku nie kupisz?”, „Musisz to mieć!”, „Dziecku odmówisz?” I tak wyjmujesz z portfela kolejną stówkę, a budżet topnieje w oczach. Potrzebujesz pomocy? Zapraszam na bardzo subiektywny przegląd, dzięki któremu dowiesz się co zrobić, żeby dzieci nie puściły Cię z torbami 😉

1. Zabawki – inwestuj w jakość…

Toniesz w zabawkach. Leżą w każdym pomieszczeniu, potykasz się o nie non stop. Niektóre zdekompletowane, zepsute, nie doczekały nawet jednej doby. Moja rada? Jeśli już kupujesz zabawki, bo możesz je też przecież pożyczyć np. od rodziny, to kupuj rzadko, ale zabawki dobrej jakości. Drewniane zabawki są bezpieczniejsze (wie ten, kto skaleczył się o krawędź ułamanego plastiku) i są praktycznie niezniszczalne. Warto też kupować zabawki edukacyjne, koncepcyjne np. typu Montessori, z których można wymyślić kilka zabaw. Rozwijają u dzieci kreatywność i umiejętność logicznego myślenia, a także prawie nigdy się nie nudzą. Takie drewniane, dobrej jakości zabawki bez problemu też później sprzedasz, a więc dodatkowy grosz wpadnie do kieszeni. Jak jeszcze zaoszczędzić na zabawkach? Jeśli masz taką możliwość, wymieniaj się zabawkami ze znajomymi. Moja mama robiła tak, że co jakiś czas chowała jakieś worki z zabawkami do szafy. Ale była radość, gdy zapominaliśmy o nich i wyjmowała je po kilku miesiącach…. Efekt nowości przyciągał nas skutecznie, zajmowaliśmy się „nowymi” zabawkami przez kolejną godzinkę, a ona miała czas na wypicie kawy;) Poza tym rób zabawki razem z dziećmi z tego, co już masz w domu. U nas hitem do it yourself były grzechotki z butelek wypełnionych ciecierzycą (przy okazji dzieciaki ćwiczyły małą motorykę, wkładając ziarenka do butelek) oraz kreatywne zabawki z rolek po ręczniku papierowym lub z drewnianych szpatułek laryngologicznych.

2. Książki – pożyczaj…

Moje dzieci uwielbiają książki. Mogę im czytać  godzinami. Ja również je uwielbiam – grafikę, treści, większość z nich to prawdziwa sztuka. Niestety powierzchnia domu jest ograniczona, a nie chcę ograniczać przestrzeni do życia, skakania czy biegania. Co zrobić w takiej sytuacji? Pożyczać! Od znajomych, rodziny lub z biblioteki. W naszej osiedlowej bibliotece jest mnóstwo książek dla dzieci. Posegregowane są wg wieku, a na osobnej półce wystawione są nowości. Do dodatkowych zalet należy to, że dziecko uczy się decydować (sama pozwalam synom wybrać książki), wyrabia w sobie nawyk korzystania z tzw. dóbr kultury 😉 i uczy się dyscypliny czasowej (staramy się pilnować terminów zwrotu). Słyszałam wielokrotnie kontrargument  –  „Ale moje dzieci lubią wracać do tych samych książek”. Nie ma problemu, możesz wypożyczyć ponownie. Na koniec jeszcze jedna rada. Jeżeli czytasz dzieciom książki po angielsku, a ja się staram, warto zajrzeć do second handów z odzieżą z Wysp. Można znaleźć tam wiele książek w języku Szekspira. Dzięki temu, dzieci poznają bajki „Peppa Pig”, „Thomas&Friends” czy „The wheels on the bus” itd. w oryginale.

3. Ubrania – kupuj używane…

Ubrania… temat rzeka. Czy warto kupować nowe ciuchy dla dzieci? Dzieci bardzo szybko wyrastają z ubrań, więc jeśli już mamy kupować, to rzeczy dobrej jakości, czyli takie, które się nie spiorą, nie powyciągają, nie zmechacą. Będziemy je potem mogli przekazać rodzinie, znajomym, młodszemu rodzeństwu lub sprzedać. Tak też robię – kupuję ubrania dobrych marek, co przychodzi mi łatwiej, odkąd mam drugiego syna, a potem sprzedaję praktycznie niezniszczone. Wcześniej, jak miałam więcej czasu, nierzadko kupowałam ubranka w second handach, do czego bardzo zachęcam. W jednej z książek parentingowych przeczytałam, że ubranka z lumpexu są nawet bezpieczniejsze, bo sprane z całej chemii i bardziej miękkie, co przekłada się na wygodę noszenia. Poza tym, nic nas nie zaskoczy – wiemy, jak będzie wyglądała dana część garderoby po wielu praniach J i wiemy, jakie marki wybierać, bo ich produkty nie tracą na jakości. Wielokrotnie udało mi się też znaleźć w second handzie nowe ubranka z metkami. Używane ciuszki można też kupować oczywiście na lokalnych kiermaszach, portalach typu OLX i Vinted czy wielu grupach na Facebooku. Poza ciuchami, warto kupować też używane mebelki czy inne akcesoria dla dzieci, których będziemy potrzebować przez krótki czas – wózki, foteliki itp.

4. Kosmetyki – zastanów się, czy naprawdę tego potrzebujesz…

Gdy pojawia się dziecko, nie możesz się opędzić od wszechobecnych reklam, które atakują Cię z każdej strony.. Sama dobrze to pamiętam. Wydaje się, że potrzebujesz dla dziecka absolutnie wszystkiego, ale moim zdaniem to nieprawda. Dziecko potrzebuje bliskości, a poza tym naprawdę niewielu rzeczy, tym bardziej kosmetyków. Marki natomiast prześcigają się w wymyślaniu kolejnych, reklamowanych jako „niezbędne”, produktach. Po co niemowlakom całe serie kosmetyków, na które składają się mydła, żele, pianki, balsamy, kremy, oliwki, olejki, płyny do kąpieli. Ta lista zdaje się nie mieć końca. Niedługo dla noworodków będą sprzedawać kremy do rąk… A przy zdrowej skórze wystarczy dobrej jakości mydło i woda.

5. Edukacja – korzystaj z bezpłatnych treści…

Edukacja, stymulowanie rozwoju – dla każdego rodzica to bardzo ważny temat. Oczywiście trzeba zacząć już od kołyski. Tak, tak, dobrze słyszeliście. Zajęcia gordonowskie polecane są już dla 3- miesięcznych maluchów. To jeszcze nic. Dalej będzie lepiej. Gdy dziecko pójdzie, powiedzmy w wieku 1,5 roku, do żłobka, jego plan zajęć będzie wypełniony po brzegi. Poza angielskim, bardzo popularne są zajęcia z fizjoterapeutą, logopedą, taniec, sensoplastyka, dogoterapia czy zajęcia muzyczne. Hitem jest alpakoterapia i garncarstwo. Wszystko super, jestem za, to naprawdę służy rozwojowi maluchów, ale po co jeszcze tyle zajęć, tym bardziej sportowych, popołudniami i wieczorami? Każdy fizjoterapeuta potwierdzi, że na początek wystarczy rower lub hulajnoga, swobodna zabawa na świeżym powietrzu, hasanie w parku i szaleństwa z innymi dzieciakami na placu zabaw. Nie dość, że za darmo, to jeszcze dzieci budują tam odporność stykając się z milionem wirusów i bakterii oraz trenują swoje umiejętności społeczne – rozwiązywania konfliktów, negocjacji czy asertywności. Tyle o rozwoju ruchowym. A co z rozwojem mentalnym? Internet obfituje w rozmaite rozpiski, konspekty, pomysły na zabawy edukacyjne, zagadki logiczne, nie mówiąc już o materiałach video na YouTube. Wystarczy, że rodzic ma trochę czasu i samozaparcia, wyszuka je i podzieli się nimi ze swoją pociechą. Wiele audiobooków czy zeszytów ćwiczeń można też znaleźć w bibliotece. A jeśli już puszczasz dzieciom bajki, wiadomo – czasami trzeba ;), to warto puścić je np. po angielsku. Umysł dzieciaków zwłaszcza do 7 roku życia jest chłonny jak gąbka.

6. Jedzenie – zrób to sam…

Książek, blogów czy vlogów na temat żywienia dzieci jest mnóstwo. Niemało jest też treści związanych ze sprytnym przygotowywaniem posiłków, planowaniem czy gotowaniem z resztek w duchu zero waste. Trudniej wdrożyć to w życie. Niby wiemy, że nie opłaca się kupować potraw w słoiczkach, tubkach, kubeczkach, a jednak tak robimy, bo szybciej i łatwiej. Zacznijmy więc krok po kroku. Nie wdrażajmy wszystkich uniwersalnych zasad związanych z oszczędzaniem na jedzeniu na raz, ale co miesiąc zmieniajmy jedną rzecz. Zacznijmy od kupowania tylko tego, co potrzebne posiłkując się listą zakupów, potem wykreślmy z listy wszystkie przetworzone produkty, następnie zacznijmy planować posiłki z tygodnia na tydzień, a na końcu przejdźmy do samodzielnego przygotowywania posiłków i mrożenia nadwyżek. Przy małych dzieciach bardzo polecam też BLW (Baby-Led Weaning/ Bobas Lubi Wybór). Ciężko opisać w kilku słowach tę metodę rozszerzania diety, ale w skrócie polega ona na tym, że dziecko samo wybiera co zje i ile zje, oczywiście z tego, co mu damy. Poza tym dziecko je to od razu w kawałkach i samodzielnie. Oszczędzamy więc nie tylko pieniądze, bo nie musimy przygotowywać osobnych posiłków dla dziecka i rodziców, ale też czas.

7. Czas wolny – inwestuj w doświadczenia zamiast rzeczy…

Często słyszę pytanie – „Co kupić mu na urodziny?” Wtedy odpowiadam: „Nic nie potrzebujemy, wszystko mamy”. Oczywiście jest to jedynie półprawda, ale rzeczywiście mam wrażenie, że wszystkie pozostałe rzeczy będą jedynie wariacją na temat tego, co już mamy. Poza tym, naprawdę nie chcę utonąć w morzu zabawek, które za chwilę się znudzą. Nie chcę też prosić o odzież, bo wiadomo – nawet pragmatyzm musi mieć swoje granice, a chodzi w końcu o coś, co naprawdę wywoła uśmiech na twarzy mojej pociechy. Idąc tym tropem. Co ten uśmiech wywoła? Co pozostanie na dłużej, choć niekoniecznie materialnie? Miłe wspomnienia i doświadczenia… Lepszym prezentem niż kolejna zabawka będzie więc roczna karta do zoo, warsztaty plastyczne lub bilet wstępu do małpiego gaju. Ty również nie kupuj kolejnych rzeczy, które będą zalegać w każdym kącie Twojego domu. Inwestuj w doświadczenia, spędź czas z dzieckiem – porozmawiajcie, nauczcie się czegoś razem, w terenie, empirycznie. Pójdźcie do galerii (sztuki), muzeum, do kina, do zoo, do teatru. Polujcie na bezpłatne warsztaty dla dzieci, koncerty z wejściem za free czy rodzinne pikniki w parku – tego jest naprawdę dużo, zwłaszcza w dużych miastach. Za każdym razem możecie też wybrać co innego. A jeżeli już naprawdę Twój portfel świeci pustkami, zawsze pozostaje skakanie po kałużach i fontanna z węża ogrodowego 😉

***

Pomysłów na to, jak nie zbankrutować przy dzieciach jest wiele. Powyżej te, które najbardziej sprawdziły się u mnie. Mam nadzieję, że będą dla Ciebie inspiracją ☺

Chcesz dowiedzieć się więcej, jak oszczędzać pieniądze i świadomie gospodarować swoim budżetem? A może już wszystko wiesz i możesz podzielić się swoimi radami z innymi? Zapraszamy na grupę „Wyzwanie oszczędzanie” [podlinkowana nazwa grupy] na Facebooku.

Tagi

Zostań z Nami! 

Powiemy Ci jak masz oszczędzać biorąc pod uwagę Twój styl życia!
test nie potrwa dłużej niż 4 minuty
close-link

Zostań z nami!

Czy znasz już najpopularniejsze artykuły?

close-link