04.11.2017

Oszczędzam, jak mogę

Oszczędzam, jak mogę

A jak nie mogę? Przecież czasami się nie da. Jest tyle do kupienia. Zawsze coś się przyda w domu. I wieczorem może pójdę zjeść na mieście, do tego weszło kilka fajnych filmów do kin. Nie można sobie wszystkiego odmawiać. Tylko że urlopu w ciepłym kraju i nowego laptopa też bym nie odmówiła, a funduszy nie ma. Nie mam pojęcia, gdzie są. Nie wykluczam działania pozaziemskich mocy.

Zanim jednak przypiszę upływ pieniędzy siłom nieczystym (czy uwielbienie do torebki na wystawie się do nich zalicza?), przyglądam się swoim wydatkom. Logowanie do banku, historia rachunku, odfiltrowuję obciążenia… O, matko. I córko. To niemożliwe, to na pewno wina rachunków, a tej pozycji nie ominę, prawda? To muszą być rachunki. Biorę głęboki wdech i planuję romantyczny wieczór z arkuszem Excela. W najgorszym wypadku zostaniemy przyjaciółmi.

Podliczam wydatki stałe za czynsz i media, które szokująco nie pochłaniają większości mojej pensji. Zakładam orientacyjną kwotę na miesięczne zakupy spożywcze. W arkuszu wciąż wynik na plusie, a na koncie minus. Oskarżam kalkulację o kłamstwo i to, że mnie nie rozumie. Sięgam po dowody rzeczowe w postaci historii transakcji. I tam zobaczyłam moje…

Zakupowe grzechy główne

Kino. W kinie kawa. Obiad na mieście (bo umówiłam się z koleżanką albo, o zgrozo, nie chciało mi się gotować dzień wcześniej). Kolejne trampki (bo błękitnych jeszcze nie miałam). Trzydziesta druga szminka (nie wypada nie mieć matowej pomadki w kolorze czerwonego wina). A w lodówce pusto, nie mam butów na jesień i znów zapomniałam kupić płynu do naczyń. Coś poszło nie tak.

Klik: nowy arkusz. Tytuł arkusza: budżet na listopad. Co muszę kupić koniecznie wpisałam w odpowiednie miejsce. Założyłam górną granicę wydatków na zakupy spożywcze i gospodarcze. Każde zakupy poprzedzam wnikliwym wywiadem z lodówką.  Do kina idę na te filmy, które naprawdę chcę zobaczyć, nie dla towarzystwa. Kawę mogę wypić przed seansem w domu lub przynieść własną w kubku termicznym zakupionym zupełnie przypadkowo, bo miał na sobie grafikę z Gwiezdnych Wojen (grzech nr 247). Jest! Z moim planem uda mi się oszczędzić na wakacje, nawet jeśli w wydatki wliczę raty za laptopa (nie dałam się namówić przystojnemu sprzedawcy na zakup akcesoriów, brawo ja!). Jednak jestem przezorna, znam swoje słabości: kiedy zaczynam odkładać na czarną godzinę, w różowej kupuję buty. Przydałoby się te fundusze gdzieś ulokować. A pieniądze też mają swój cel. I nie jest to skarpeta. Wyjścia mam dwa: założyć rachunek oszczędnościowy, który lepiej chroni przed podbieraniem drobniaków (jak mamie z portfela, któż nie robił tak niechlubnej rzeczy) lub lokatę. Lokatę trudniej zerwać, kiedy mam przed sobą wizję utraty odsetek, prawda?

Pozwalam sobie na wydatki

Jeśli je wcześniej zaplanuję. Jeśli w moim excelowym pliku od dwóch tygodni wpisany jest zakup kolejnej zawieszki do bransoletki (tej ślicznie błyszczącej z kamyczkami), to kiedy ją kupię, nie będę mieć wyrzutów sumienia. Przecież kalkulacje wyraźnie stanowią, że nie rujnuje to mojego budżetu. A ja nie gorzknieję i nie ronię łzy przechodząc obok witryn sklepowych. Co w takim razie z nieoczekiwanymi wydatkami? Czasami życie trzyma nas przy biurku w pracy lub w opóźnionym pociągu, gdzie trzeba kupić coś do jedzenia (Wars wita Was!). Sprzęty się psują. Wówczas dobrze mieć po swojej stronie niewidzialnego rycerza, jakim są: zaokrąglenia kwot. Nigdy nie byłam mocna w grach karcianych, jednak karta płatnicza to mój as – nie noszę gotówki w portfelu ze względów bezpieczeństwa i wygody. Przy okazji, kiedy płacę za kawę 12.49, to 2.51 wędruje na rachunek oszczędnościowy. Jaka jestem przedsiębiorcza, kupię sobie coś w nagrodę!

Mam swój plan odkładania i wydawania. Moje wakacje w Maroko malują się w pięknych, afrykańskich barwach. Po nich znów stan zaskórniaków będzie wynosił zero. I co wtedy: nie wydawać tak dużo na urlopie i utrzymać jak najwięcej środków przy sobie? Odmawiać sobie lokalnych przysmaków, niespodziewanych wycieczek i pamiątek? Temu akurat jestem przeciwna. Uważam, że szczyt skąpstwa, to oszczędzać na marzeniach. Mówi się, że czas to pieniądz, ale straconego czasu się nie odzyska. A czego się nauczyłam o chomikowaniu złotówek? To już moje 😉

FacebookTwitterGoogle+LinkedInPinterest

Dodaj komentarz