- 1 Dlaczego wszyscy nagle chcą mieć to samo?
- 2 Kiedy popularność jest częścią strategii marketingowej?
- 3 Efekt FOMO, czyli strach przed przegapieniem okazji
- 4 Algorytm sprawia, że produkt wydaje się jeszcze popularniejszy
- 5 Ile naprawdę kosztuje podążanie za trendami?
- 6 Jak odróżnić chwilową zachciankę od rzeczywistej potrzeby?
- 7 Modne nie musi oznaczać potrzebne
Jeszcze wczoraj nie wiedzieliśmy o ich istnieniu, a dziś oglądamy je na TikToku, Instagramie i w relacjach znajomych. Viralowe zabawki, modne akcesoria i gadżety potrafią w krótkim czasie stać się obiektami pożądania, nawet jeśli wcześniej wcale nie planowaliśmy ich kupować. Dlaczego tak łatwo ulegamy internetowym trendom? Jak rozpoznać modę napędzaną marketingiem i odróżnić prawdziwą potrzebę od chwilowej zachcianki? Podpowiadamy, jak nie dać się ponieść zakupowej gorączce.
Dlaczego wszyscy nagle chcą mieć to samo?
Dobrym przykładem siły internetowych trendów są figurki Labubu. Te charakterystyczne, pluszowe stworki z dużymi oczami i szerokimi uśmiechami pełnymi zębów w krótkim czasie stały się jednymi z najbardziej rozpoznawalnych kolekcjonerskich zabawek na świecie. Ich popularność dodatkowo napędzały naprawdę duże nazwiska ze świata muzyki i popkultury – z Labubu pokazywały się m.in. Lisa z zespołu Blackpink, Rihanna czy Dua Lipa. Figurki pojawiały się na ich torebkach, w mediach społecznościowych i materiałach publikowanych przez serwisy modowe.
Skalę zainteresowania Labubu dobrze obrazują wyniki jego producenta. W pierwszej połowie 2025 roku linia THE MONSTERS, do której należy Labubu, wygenerowała 4,81 mld juanów, czyli 718 mln dolarów przychodu. W tym samym okresie całkowite przychody firmy Pop Mart, producenta tej popularnej maskotki, wzrosły o ponad 200 proc. w porównaniu z rokiem wcześniej.
Popularność Labubu pokazuje, jak skutecznie może działać połączenie kilku mechanizmów: pokazywania produktu przez celebrytów i influencerów, ograniczonej dostępności, chęci zebrania całej kolekcji oraz elementu niespodzianki. Figurki często sprzedawane są w tzw. blind boxach, czyli zamkniętych pudełkach, których zawartość poznajemy dopiero po zakupie. Niepewność zachęca do kupowania kolejnych egzemplarzy w poszukiwaniu wymarzonego modelu.
Podobnie działają trendy na limitowane sneakersy, markową biżuterię, designerskie dodatki czy gadżety promowane przez influencerów, takie jak np. kubki Stanley, klapki Birkenstock czy sneakersy Adidas Samba. Co ciekawe, sam produkt nie zawsze jest tu najważniejszy. Liczy się również to, co symbolizuje: przynależność do określonej grupy, znajomość najnowszych trendów albo możliwość posiadania czegoś, czego inni jeszcze nie mają.
Sam fakt, że dany produkt jest modny, nie oznacza oczywiście, że będzie złym zakupem. Niektóre rzeczy rzeczywiście wyróżniają się jakością, funkcjonalnością lub oryginalnym wzornictwem. Warto jednak zastanowić się, czy rzeczywiście odpowiada naszym potrzebom i gustowi, czy przede wszystkim chcemy go mieć dlatego, że widzimy go wszędzie i wydaje nam się, że wszyscy wokół już go mają.
Kiedy popularność jest częścią strategii marketingowej?
W mediach społecznościowych granica między spontaniczną rekomendacją a zaplanowaną kampanią reklamową bywa trudna do zauważenia. Gdy ten sam produkt pojawia się w krótkim czasie u wielu twórców internetowych, łatwo odnieść wrażenie, że skoro tak wiele osób go pokazuje, to musi być on wart zakupu.
Nie zawsze jednak jego popularność oznacza, że produkt rzeczywiście wyróżnia się jakością. Czasem jest to po prostu efekt intensywnej promocji – płatnych współprac z influencerami, produktów wysyłanych im w prezencie albo kampanii zaplanowanej tak, by w krótkim czasie pojawić się w wielu miejscach.
Jak rozpoznać, że za modą na dany produkt stoi przede wszystkim marketing? Zwróć uwagę, czy:
- produkt niemal z dnia na dzień zaczyna pojawiać się w wielu miejscach,
- publikacje różnych twórców wyglądają bardzo podobnie,
- materiały skupiają się głównie na zachęcaniu do zakupu, zamiast pokazywać również wady produktu,
- posty i filmy są oznaczone jako „materiał sponsorowany”, „płatna współpraca” lub w podobny sposób.
Sama obecność reklamy nie świadczy oczywiście o niskiej jakości produktu. Powinna jednak skłonić nas do poszukania opinii także w niezależnych źródłach.
Efekt FOMO, czyli strach przed przegapieniem okazji
Popularne produkty często sprzedają się nie tylko dzięki atrakcyjnemu wyglądowi, ale również emocjom, jakie towarzyszą ich zakupowi. Jedną z nich jest FOMO (Fear of Missing Out), czyli obawa, że ominie nas coś ważnego lub atrakcyjnego.
Wystarczy zobaczyć kilka filmów z rozpakowywania limitowanej kolekcji albo informację, że dany produkt jest już niemal wyprzedany. Nagle rzecz, której jeszcze niedawno nie potrzebowaliśmy, zaczyna wydawać się wyjątkowo pożądana. Dodatkową presję wywołuje perspektywa, że za chwilę dana rzecz może być już niedostępna.
Marki i sklepy wykorzystują ten mechanizm, wprowadzając limitowane edycje, przedsprzedaże czy oferty dostępne jedynie przez określony czas. Niektóre sklepy internetowe stosują również manipulacyjne rozwiązania, zwane dark patterns. Mogą to być na przykład fałszywe liczniki odmierzające czas do końca promocji, które mają przyspieszyć decyzję zakupową.
Ograniczona dostępność nie zawsze jest oczywiście sztuczna, ale warto zastanowić się, czy rzeczywiście zależy nam na danym produkcie, czy bardziej boimy się utraty okazji. Jeśli jedynym argumentem przemawiającym za zakupem jest to, że jutro może być za późno, lepiej odłożyć tę decyzję.
Algorytm sprawia, że produkt wydaje się jeszcze popularniejszy
Zastanawiasz się czasem, dlaczego po obejrzeniu jednego filmu z modnym gadżetem nagle widujesz go niemal wszędzie? To niekoniecznie dowód na to, że cały świat właśnie go kupuje.
Platformy społecznościowe dopasowują wyświetlane materiały do naszych zainteresowań. Wystarczy zatrzymać się na chwilę przy filmie, polubić zdjęcie albo wyszukać konkretny produkt, aby zacząć otrzymywać więcej podobnych treści.
W ten sposób łatwo znaleźć się w informacyjnej bańce. Kolejne filmy, recenzje i reklamy wzmacniają przekonanie, że dana rzecz cieszy się ogromnym zainteresowaniem i warto ją mieć. Im częściej ją oglądamy, tym bardziej znajoma, atrakcyjna i potrzebna może nam się wydawać.
Dobrym sposobem na przerwanie tego mechanizmu jest wyjście poza media społecznościowe. Zamiast oglądać kolejne materiały prezentujące produkt, poszukajmy niezależnych recenzji, sprawdźmy jego parametry i porównajmy ceny w różnych sklepach. Możemy również ograniczyć oglądanie podobnych treści, aby nie podsycać niepotrzebnie ochoty na zakup.

Ile naprawdę kosztuje podążanie za trendami?
Cena pojedynczego produktu nie zawsze pokazuje, ile ostatecznie może kosztować nas zainteresowanie chwilową modą. Szczególnie wyraźnie widać to w przypadku produktów kolekcjonerskich, takich jak figurki Labubu, Sonny Angel, Smiski czy Crybaby albo pluszaki Jellycat.
Jedna figurka może kosztować stosunkowo niewiele, ale skompletowanie całej serii to już zupełnie inny wydatek. Zwłaszcza gdy kupujemy pudełka z losową zawartością i nie mamy pewności, że otrzymamy model, którego szukamy. Warto więc wcześniej ustalić, ile maksymalnie chcemy przeznaczyć na takie hobby.
W szczycie popularności ceny rzadkich produktów kolekcjonerskich mogą osiągać bardzo wysoki poziom. W czerwcu 2025 roku wyjątkowa, mierząca 131 cm figurka Labubu została sprzedana na aukcji w Pekinie za 1,08 mln juanów, czyli ponad 150 tys. dolarów. Na tej samej aukcji zestaw trzech około 40-centymetrowych figurek „Three Wise Labubu” osiągnął cenę 510 tys. juanów, czyli około 71 tys. dolarów. Była to limitowana seria z 2017 roku, licząca 120 zestawów.
Takie przykłady mogą tworzyć wrażenie, że produkty kolekcjonerskie zawsze z czasem zyskują na wartości. Nie ma jednak takiej gwarancji. Popularność może szybko przeminąć, a gdy na rynku pojawia się więcej egzemplarzy, ceny na rynku wtórnym mogą spadać. Tak było również w przypadku części figurek Labubu – Reuters informował w 2025 roku o spadku ich cen po okresie wyjątkowo dużego zainteresowania. Dlatego kolekcjonowanie lepiej traktować przede wszystkim jako hobby, a nie pewny sposób na zarobek.
Jak odróżnić chwilową zachciankę od rzeczywistej potrzeby?
Nie musimy rezygnować z modnych produktów ani kupować wyłącznie rzeczy niezbędnych. Zakupy mogą przecież sprawiać przyjemność, a kolekcjonowanie być wartościowym hobby. Ważne jednak, aby decyzja o wydaniu pieniędzy była świadoma.
Zanim kupimy kolejny viralowy gadżet, warto zastosować kilka prostych zasad:
- Odczekaj przynajmniej 48 godzin. Nie kupuj produktu od razu po zobaczeniu reklamy czy rekomendacji influencera. Jeżeli po dwóch dniach nadal będziesz go potrzebować lub naprawdę chcieć, wróć do rozważenia zakupu.
- Zastanów się, czy kupiłbyś go bez całego szumu. Czy produkt nadal wydawałby Ci się atrakcyjny, gdyby nie był popularny w mediach społecznościowych i nie pojawiał się u znanych osób?
- Sprawdź, czy nie masz już czegoś podobnego. Nowy gadżet może mieć ciekawszy wygląd lub dodatkowe funkcje, ale niekoniecznie będzie lepszy od tego, który już posiadasz.
- Porównaj ceny i opinie. Nie ograniczaj się do rekomendacji osób promujących produkt. Poszukaj recenzji opisujących również jego wady, trwałość i praktyczne zastosowanie.
- Ustal budżet na zachcianki. Przeznaczenie określonej kwoty na spontaniczne zakupy pozwoli korzystać z przyjemności bez naruszania pieniędzy potrzebnych na ważniejsze wydatki.
Pomocna bywa także lista zakupowa. Zapisanie produktu zamiast natychmiastowego dodawania go do koszyka pozwala wrócić do pomysłu po pewnym czasie. Często okazuje się wtedy, że przedmiot, który jeszcze kilka dni wcześniej wydawał się niezbędny, przestał nas interesować.
Modne nie musi oznaczać potrzebne
Internetowe trendy pojawiają się i znikają coraz szybciej, ale nie musimy nadążać za każdym z nich. Nawet wyjątkowo popularny produkt nie będzie dobrym zakupem, jeśli nie odpowiada naszym potrzebom, upodobaniom lub możliwościom finansowym.
Zanim więc damy się przekonać kolejnej viralowej zabawce, limitowanej kolekcji czy designerskiemu gadżetowi, zastanówmy się, skąd właściwie wzięła się ochota na jego posiadanie. Świadome zakupy nie polegają na odrzucaniu wszystkich modnych rzeczy, lecz na wybieraniu tych, które rzeczywiście przyniosą nam satysfakcję – również wtedy, gdy internet znajdzie już swój kolejny hit.
Źródła: