A taki był ładny amerykański
17.05.2017

A taki był ładny, amerykański, szkoda…

A taki był ładny, amerykański, szkoda…

Miłośnikom kultowego filmu „Sami swoi” nie trzeba tłumaczyć kontekstu sceny w której pada tytułowe hasło. Ociekającą sarkazmem wypowiedź Pawlaka i jego nieskrywaną radość po kradzieży ogiera należącego do Kargula z pewnością przewidzieliby też ci, którzy serial znają tylko z urywek lub ze słyszenia… I o ile przed telewizorem sami zalewamy się łzami śmiechu, o tyle w przypadku podobnego zdarzenia w naszej rzeczywistości – zalewamy się już tylko łzami.

Kiedy nagle coś znika…

Puste miejsce w piwnicy boleśnie przypomina o niedawno odbytych rowerowych wycieczkach, a demoniczny uśmieszek sąsiada potęguje wypowiadane hasło: „A taki był ładny, amerykański…” Pełna zgoda. Rowery były ładne, drogocenne i radośnie umorusane przebytymi kilometrami po górskich szlakach. Mój kolega Karol opowiadał później, że stał tam wystarczająco długo, aby przypomniał mu się cytat z Kubusia Puchatka: im bardziej wpatrywałem się w to miejsce, tym bardziej puste ono było.

Kradzież rowerów i jej negatywne konsekwencje można byłoby pewnie długo i z odpowiednią dramaturgią opisywać, gdyby nie fakt, że to nie w tym miejscu kończy się ta historia. Ponad tydzień później, mniej więcej o tej samej porze i w tym samym miejscu, rowery pojawiły się niezapowiedzianie, niczym kwietniowy śnieg zabielający trawniki Wrocławia. Tak już jest, że w przyrodzie nic nie ginie, więc i one postanowiły wrócić do swojego właściciela, jak bociany do dawno niewidzianego gniazda.

…to zwykle nie wraca

Do damskiego roweru doczepiona była koperta zawierająca dwa bilety do opery i krótki liścik o podobnej treści: „Przepraszamy za wypożyczenie bez pytania. Mamy nadzieję, że ten drobny upominek wynagrodzi niedogodności związane z podejrzewaną kradzieżą”. Osłupienie Karola przez bardziej wprawne pióro mogłoby być w tym miejscu malowniczo opisane. Ja wspomnę tylko, że radość była wielka, a w kinematografii właśnie w takich momentach wyświetlana jest klatka „Happy end”.

Wieczór spędzony w operze, należał do jednych z najbardziej udanych. W zasadzie, można by i tym razem zakończyć tę historię, gdyby nie fakt, że miała ona dalszy, zupełnie niespodziewany przebieg. Otóż, po powrocie okazało się, że nie tylko rowerów nie ma na stałym miejscu, ale i drzwi do mieszkania lekko uchylone zapraszają do środka. Szybki rekonesans wnętrza, nie pozostawił złudzeń. Mieszkanie Karola zostało całkowicie okradzione.

Jak ochronić się w przypadku kradzieży?

Wyrafinowany tok myślenia i spryt złodziei do dzisiaj budzi w nas wiele emocji. W końcu, bilety do opery nie stanowią najtańszej inwestycji, a ryzyko braku zwrotu było dość spore. Karol, mógł potraktować je jako głupi żart, wyrzucić do kosza, zostać w domu i finalnie popsuć szyki chytrym lisom. Mógł je też komuś podarować. Niestety, nic takiego nie przyszło mu do głowy, a umiłowanie do kultury musiało być dobrze znane nowym „właścicielom” rowerów, sprzętu RTV, biżuterii i innych rzeczy wyniesionych z mieszkania.

Jak większość kobiet, nie przepadam za historiami bez happy endu. Na szczęście, mój kolega oprócz zamiłowania do sztuki, miał też dużą świadomość ubezpieczeniową, która w jego przypadku wyrażała się w polisie na mieszkanie. Naprawą wszystkich zniszczeń oraz uzupełnieniem braków w sprzęcie i wyposażeniu zajął się ubezpieczyciel, a Karol do dziś korzysta z dwóch nowiutkich jednośladów otrzymanych w zamian za poniesioną szkodę.

FacebookTwitterGoogle+LinkedInPinterest

Dodaj komentarz