15.01.2017

Czy da się efektywnie planować bez metody SMART?

Czy da się efektywnie planować bez metody SMART?

Biznes to SMART. SMART to biznes. Kariera to SMART. SMART to kariera… I można tak mnożyć bez końca. SMART to taki angielski przymiotnik, który można rozumieć jako: mądry, elegancki, sprytny… W dziedzinie zarządzania SMART często czytany jest, jako akronim ze słówek: Specific, Measurable, Achievable, Realistic, Time-bound i jest nazwą dla koncepcji formułowania celów.

Na początku trochę o mnie…

Bardzo lubię tę metodę określania celów, ale kilka lat temu zrobiłam dokładnie na odwrót. Zdefiniowałam cel, który nie był sprecyzowany, mierzalny, ambitny, realny i terminowy (właśnie to tłumaczenie „SMART-a” z angielskiego lubię najbardziej 🙂 ). Mimo to, na początku tego roku zrealizowałam go. Jak tego dokonałam? Szczęście, determinacja, przeznaczenie, a może coś zupełnie innego? Nie wiem… Myślę, że odpowiedź znajduje się między poniższymi wierszami.

Młodszy Trener Contact Center

Trener Contact Center

Menadżer Zespołu Trenerów

 

Wiersze te streszczają moją 15-letnią karierę trenerską w banku. Można? Można!
Swoje pierwsze kroki trenerskie stawiałam pod czujnym okiem trenerów z dłuższym niż mój, stażem pracy. Ponieważ zawód ten nie był kilkanaście lat temu tak popularny, jak dziś. Wszystkiego uczyli mnie ludzie i papierowe książki. Wiecie… nawet studia musiałam ukończyć bez wsparcia Googla i Wikipedii. Moje początki ukształtowała praktyka, podczas której często trzeba było działać spontanicznie. Na bieżąco wypracowywaliśmy metody radzenia sobie w poszczególnych sytuacjach. Dopiero po kilku latach przyszedł czas na teorię. Ten czas przyszedł wraz z okazją, czyli pojawieniem się na jednej z wrocławskich wyższych uczelni studiów podyplomowych na kierunku Trener Biznesu.

Trochę o Liderze…

Podczas studiów, oprócz wiedzy zdobytej podczas wykładów i ćwiczeń, skorzystałam również z wielu szkoleń, oferowanych przez uczelnię. Jedno z nich szczególnie zapadło mi w pamięci. Dotyczyło przywództwa, znaczenia roli lidera i menadżera w organizacji, a także formułowania celów metodą SMART. Prowadzący szkolenie omawiał definiowanie celu, odwołując się do swojej pasji i zainteresowań kulturą Japonii. Podróż do Kraju Kwitnącej Wiśni była jednym z celów zawodowych i osobistych trenera. Byłam oczarowana szkoleniem, zaplanowaną z najdrobniejszymi szczegółami podróżą do Japonii, o oczarowaniu prowadzącym nawet nie wspomnę.

I wreszcie o celu!

Wtedy narodził się w mojej głowie pierwszy cel: Chcę być takim trenerem jak on. Ale co to znaczy – takim, jak on? Znam go przecież tylko kilka godzin. Mój cel w ogóle nie jest sprecyzowany. W jaki sposób to zmierzę? Czy jest ambitny? Jak ja to zrobię? No przecież już na pierwszy rzut oka widać, że jest między nami kolosalna różnica… On – doświadczony trener, pracujący w międzynarodowej firmie szkoleniowej, a ja – początkująca, z małym doświadczeniem, no i oczywiście różnica, którą widać gołym okiem – różnica płci.
Na tym zakończyłam analizę mojego celu pod kątem SMART, mimo że zostały mi jeszcze dwie składowe (realny i określony w czasie). Wówczas postanowiłam, że postanowię sobie coś innego. Narodziła się kolejna myśl: Kiedyś (o nie! czyli znów cel nie jest terminowy, bo nie ma konkretnej daty! )go odnajdę i zapytam, jak udała się podroż do Japonii?

W końcu jego cel, związany z podróżą, był SMART. Ale zaraz potem pojawiły się pytania, które nie pozwalały mi do końca na określenie, czy mój cel jest dobrze sprecyzowany, ambitny i realny? Czy on (trener) w ogóle wróci z Japonii? Jeśli wróci, czy go odnajdę? Czy, jak go odnajdę, to będę miała okazję, żeby zadać mu to pytanie? Co sobie o mnie pomyśli, jak zadam mu to pytanie? Czy…? Co…? Pytań było mnóstwo…

Nie było SMART, ale…

To wszystko wydarzyło się około 8 lat temu. Przez te wszystkie lata wielokrotnie zaglądałam do swoich notatek z tego szkolenia, wykorzystując je na warsztatach, które w banku prowadzę dla kadry menadżerskiej średniego szczebla. Zapisałam się do newslettera firmy szkoleniowej tego trenera. Tam czytałam o jego kolejnych sukcesach w branży szkoleniowej, wywiadach, artykułach do pism biznesowych.

I nagle, w jednym z newsletterów ukazała się informacja, że kolejną inicjatywą tego trenera jest założenie we Wrocławiu networkingowego klubu, który będzie zrzeszał ludzi aktywnych zawodowo, ambitnych, którzy chcą dokonać ważnych zmian w życiu i chcą się dowiedzieć, jak to zrobić. Od razu wiedziałam, że to jest właśnie TO, że moje szanse na realizację celu sprzed lat rosną! Oczywiście nie mogło mnie tam zabraknąć – zostałam członkiem tego klubu. Wreszcie nastąpił ten dzień. Podczas marcowego spotkania klubu zrealizowałam swój (nie)SMARTny cel – zadałam pytanie: Jak udała się Panu podróż do Japonii? ☺

Jak to mogło się udać?

Czasami realizacja celu jest dziełem przypadku. Czasami częściowo chaotycznych poszukiwań, bo przecież: „Kto szuka, ten znajdzie”. Jeśli chcemy mieć pewność, że zrealizujemy plany w określonym czasie i formie – dobrze jest sprecyzować dokładnie jego założenia. Tak powinniśmy działać przede wszystkim, gdy w grę wchodzą cele biznesowe lub takie, od których efektywności zależy coś więcej, niż samo zadowolenie ze spełnienia. SMART często zwiększa szanse na powodzenie, ale jego niezastosowanie nie wyklucza możliwości sukcesu.
Spotkanie Lidera to tylko jeden z moich wielu (nie)SMART-nych celów, które zrealizowałam. A Wy? Jak definiujecie swoje cele zawodowe i osobiste?

FacebookTwitterGoogle+LinkedInPinterest

Dodaj komentarz