13.02.2018

Jak Cię widzą, tak Cię… lajkują.

Jak Cię widzą, tak Cię… lajkują.

Szacuje się, że około 65% zawodów przyszłości jeszcze nie istnieje. Futurolodzy podają różne obszary rozwoju rynku pracy. Niestety żadnym z nich nie jest kierowca rajdowy latających samochodów (a szkoda). Kariera czeka za to na Dezorganizatorów (osoby, które będą burzyć dotychczasowe struktury i procesy w firmie, aby te lepiej wykonywały zadania), Kierowników Produktywności (osoby obserwujące i analizujące zachowania pracowników, aby je zmienić na bardziej efektywne) czy Digitalowych Terapeutów (będą udzielać pomocy tym, którzy doświadczają stresu czy negatywnych przeżyć związanych z funkcjonowaniem w skomputeryzowanym świecie).

Szczególnie ciekawym zawodem jest Kurator Mediów Społecznościowych – miałby się zajmować opieką nad profilami ludzi na tychże portalach i strzec ich przed facebookowym faux pas czy tworzyć wizerunek ciekawego instagramera. Czy obecne zachowanie użytkowników tych platform budzi już tyle wątpliwości, że potrzebny będzie specjalista do swobodnego poruszania się po social mediach? Bardzo możliwe. Już dzisiaj możemy zadbać o swoją obecność w Internecie. Tak wiele treści, które publikujemy, wydaje nam się naturalne, jednak dla naszych odbiorców każde zdjęcie czy słowo może być prowokacją. Gotowi na wielkie porządki?

  1. Facebook – wielki brat, który widzi wszystko. A to dlatego, że mu na to pozwalamy. Wrzucamy nowy post, czy zdjęcie i aż tuptamy z niecierpliwością, czekając na pierwsze reakcje. Może się jednak okazać, że zdjęcia z upojnej imprezy nie spodobają się naszemu potencjalnemu pracodawcy, a wpisy o zabarwieniu politycznym rozbudzą zagorzały sprzeciw naszych znajomych. Warto przejrzeć stare posty: pozbędziemy się niechcianych publikacji a przy okazji powspominamy dawne czasy. Spójrzmy również na informacje o sobie. „Wyższa Szkoła Robienia Hałasu” jako wykształcenie nie zwali nikogo z nóg, prawdopodobnie za to skłoni do ucieczki.
  2. Instagram – podobnie jak z ulubionym „Fejsbuniem”, przegląd profilu dobrze nam zrobi. Uważajmy również na swoją aktywność: kiedy ktoś nas obserwuje, może zobaczyć każde serduszko czy komentarz, którym obdarowaliśmy dowolne zdjęcie. A to, co ono przedstawia, wpływa na opinię ludzi o nas samych.
  3. Twitter – w Polsce jest ulubioną platformą głównie dziennikarzy i polityków ze względu na łatwość komentowania wydarzeń w czasie rzeczywistym. To bardzo użyteczne narzędzie do śledzenia trendów i dzielenia się nowościami. Za jego pomocą mamy możliwość pokazania, że się rozwijamy i jesteśmy na bieżąco z informacjami dotyczącymi naszych zainteresowań – upewnijmy się, że wszystkie wpisy generują nam pozytywny wizerunek.
  4. LinkedIn – wydawać by się mogło, że profil biznesowy tworzymy raz, a dobrze. Niestety porzucenie go spowoduje, że obrośnie kurzem, a rekruter przeglądający osoby po umiejętnościach i doświadczeniu nawet na niego nie spojrzy. Dlaczego? Jeśli nie uzupełnimy nowych kwalifikacji i stanowisk pracy, jesteśmy mniej atrakcyjni. Chwalmy się sukcesami. Należy nam się. I naszemu internetowemu CV.
  5. YouTube – mogłoby się wydawać, że tutaj nikt nas nie obserwuje. Niby jest to oczywiste, aby zastanowić się dokładnie, zanim napiszemy komentarz, ale nie zwracamy już takiej uwagi na to, że oglądane treści zapisują się w historii, a sama platforma na jej podstawie podpowiada nam kolejne filmy. O ile ktoś podejrzy, gdy logujemy się a na pierwszym planie wyświetli się propozycja starego przeboju Britney Spears w wersji karaoke, to pozna jedynie nasze (nie)zdolności wokalne. Odkrycie kontrowersyjnych treści lub wypowiedzi nacechowanych hejtem nie poprowadzi do pozytywnych wniosków o naszej osobie.
  6. Allegro, Booking.com lub Airbnb – prawda, nie są to typowe media społecznościowe, ale tam również pozostawiamy swój ślad. Przejawem grzeczności jest podziękowanie za usługę i pozostawienie opinii po transakcji. Ocena i opis naszych doświadczeń będą również pomocne dla innych klientów, którzy mają wątpliwości. Nam przecież także rzetelne komentarze wielokrotnie pomogły w podjęciu decyzji. Pomagajmy i my.

Obecność na najpopularniejszych portalach niesie ze sobą korzyści – ludzie dzielą się wiedzą, dowiadują o ciekawych wydarzeniach i utrzymują ze sobą kontakt. Z pewnością można obejść się bez wulgarności i szerzenia negatywnych emocji. Wówczas nasze samopoczucie będzie wyśmienite, zwłaszcza, że nie będziemy musieli się martwić o to, jak odbierają nas inni. Często niestety możemy trafiać na treści, od których bije nieprzyjazna energia. Gdzie wówczas się podziać? Ostatnie badania dowiodły, że najszczęśliwsi są użytkownicy Pinterestu – jest to portal służący dzieleniu się pomysłami, bez miejsca na hejt. Bo jakże tu skrytykować instrukcję upieczenia czekoladowych ciasteczek w 15 minut?

FacebookTwitterGoogle+LinkedInPinterest

Dodaj komentarz