Media społecznościowe w kilka lat stały się naszym wirtualnym podwórkiem: tu rozmawiamy, pracujemy, żartujemy, pokazujemy dzieci, wakacje, a czasem… zupełnie nieświadomie oddajemy przestępcom komplet informacji o sobie. To, co dla nas jest tylko miłym wspomnieniem na osi czasu, dla cyberprzestępcy bywa gotową instrukcją: jak ukraść naszą tożsamość, włamać się do domu albo przejąć konto bankowe. Dobra wiadomość jest taka, że większości tych zagrożeń można dość łatwo uniknąć. Trzeba tylko zrozumieć, jakie błędy popełniamy w social mediach i jak ich nie powtarzać.
Dlaczego social media są tak atrakcyjne dla oszustów?
Dla przestępców media społecznościowe to kopalnia danych: imię, nazwisko, wiek, miasto, miejsce pracy i stanowisko, lista znajomych, zainteresowania i nawyki, zdjęcia domu, samochodu, dzieci.
Z pozoru są to drobiazgi. Jednak po zebraniu w całość pozwalają przestępcom:
- podszyć się pod Ciebie (np. założyć konto w banku, wziąć pożyczkę, otworzyć fikcyjny profil do wyłudzania pieniędzy),
- personalizować ataki phishingowe – wiadomości wyglądają wtedy bardzo wiarygodnie („Hej, widziałem, że masz kota, mamy super ofertę ubezpieczenia zwierząt…”),
- szantażować – np. intymnymi zdjęciami czy kompromitującymi treściami,
- lepiej zaplanować włamanie do mieszkania, kiedy z postów jasno wynika, że dom stoi pusty.
Z punktu widzenia oszusta im więcej o sobie publikujesz, tym mniej pracy musi on włożyć w tzw. OSINT, czyli wywiad z otwartych źródeł.
Publiczny profil – wygoda czy otwarte drzwi?
Wielu użytkowników zostawia swoje profile całkowicie publiczne, bo „nie mają nic do ukrycia”. Problem w tym, że nie wiesz, kto i w jakim celu ogląda Twoje posty. To może być znajomy, ale równie dobrze ktoś, kto: zbiera dane do kradzieży tożsamości, przygotowuje atak phishingowy, szuka potencjalnych ofiar pod fałszywe inwestycje czy przestępstwa matrymonialne, sprawdza, czy opłaca się włamać do Twojego mieszkania.
Warto więc:
- ustawić profil jako prywatny, wszędzie tam, gdzie to możliwe,
- ograniczyć widoczność listy znajomych,
- regularnie sprawdzać ustawienia prywatności,
- odrzucać zaproszenia od osób, których nie znasz – nawet jeśli macie kilku wspólnych znajomych.
Pamiętaj: to, że ktoś wygląda na „zwykłego użytkownika”, nie oznacza, że nim jest.
Zdjęcia dzieci – sharenting i „cyfrowe dzieciństwo”
Rodzice bardzo chętnie wrzucają do sieci zdjęcia dzieci: od USG, przez pierwsze kroki, po szkolne sukcesy. Tymczasem eksperci coraz częściej ostrzegają przed tzw. sharentingiem – nadmiernym udostępnianiem wizerunku dzieci.
Z jakim ryzykiem się to wiąże?
- Kradzież tożsamości dziecka – posty często zawierają imię, nazwisko, datę urodzenia, a nawet lokalizację. To wystarczy, by zacząć budować profil dziecka w różnych systemach.
- Utrata prywatności na całe życie – zdjęcia raz wrzucone do sieci mogą krążyć latami. Gdy dziecko dorośnie, może nie chcieć, by przyszły pracodawca lub znajomi widzieli jego zdjęcia z dzieciństwa.
- Ryzyko nadużyć – fotografie mogą zostać pobrane, przerobione, użyte w nieodpowiednym kontekście lub trafić w miejsca, w których nikt z nas nie chciałby widzieć swoich dzieci.
Jak publikować odpowiedzialnie?
Zastanów się, czy to zdjęcie na pewno musi trafić do internetu. Nie pokazuj dokładnej twarzy dziecka, jeśli nie jest to konieczne – popularną i prostą metodą jest zasłanianie jej naklejką, emotikoną lub innym elementem graficznym. Unikaj ujawniania pełnych danych (imienia, nazwiska, nazwy szkoły, lokalizacji). Ogranicz widoczność takich postów tylko dla najbliższej rodziny (zamknięte grupy, prywatne albumy), choć i tak musisz liczyć się z tym, że ktoś może je skopiować. Jeśli masz wątpliwości, przyjmij prostą zasadę: dziel się historią, nie dzieckiem.
Podróże, widok z okna i nieświadome zdradzanie adresu
Wakacyjne zdjęcia to klasyka social mediów. Relacje „na żywo” z egzotycznych plaż czy górskich szlaków są jednak dla złodziei jasnym sygnałem: „dom stoi pusty”.
Błędy, których warto unikać:
- publikowanie informacji, że cała rodzina wyjechała „na dwa tygodnie za granicę”,
- pokazywanie w czasie rzeczywistym dokładnej lokalizacji hotelu czy lotniska,
- chwalenie się biletem lotniczym (na którym widnieje imię, nazwisko i numer rezerwacji),
- wrzucanie zdjęć z podpisem „widok z mojego balkonu” – na których widać charakterystyczne budynki, szyldy czy numery bloków.
Bezpieczniejszą alternatywą jest publikowanie zdjęć z podróży dopiero po powrocie. Szczególnie unikaj podawania konkretnych dat wyjazdu i powrotu oraz korzystania z geotagów i automatycznego dodawania lokalizacji w trakcie podróży. A publikując zdjęcia nawet po powrocie, zwracaj uwagę na ujęcia, po których można łatwo zidentyfikować Twój adres.
Dokumenty i dane firmowe w tle zdjęć
Moda na zdjęcia „z home office” czy biura niesie ze sobą jeszcze jedno ryzyko: wyciek danych firmowych.
Na fotografiach często przypadkiem widać: wydruki raportów, umów, faktur, otwarte maile z danymi klientów, identyfikatory, przepustki, plakietki z kodami QR, hasła zapisane na karteczkach przyklejonych do monitora. Konsekwencje mogą być bardzo poważne: od naruszenia przepisów o ochronie danych (np. RODO), przez straty finansowe firmy, utratę zaufania klientów, po odpowiedzialność służbową, a nawet dyscyplinarną.
Przed publikacją takiego zdjęcia, po pierwsze obejrzyj je w dużym powiększeniu i zamazuj poufne elementy (dokumenty, ekrany, identyfikatory). Najlepiej w ogóle nie fotografuj ekranu służbowego komputera. Zawsze też sprawdź, czy w tle nie widać tablic z planami, harmonogramami czy bardzo osobistymi rzeczami.
Pamiętaj też, że to, co wrzucasz, może zostać skojarzone z firmą, w której pracujesz. Szczególnie wtedy, gdy prowadzisz profil publiczny. W takim przypadku nawet pozornie neutralne zdjęcie z pracy może zostać odebrane jako element wizerunku organizacji.
Opisy, quizy i „niewinne” informacje, które pomagają złodziejom
Nie tylko zdjęcia są problemem. Równie groźne mogą być opisy postów, komentarze i udział w różnych „zabawach” typu: „Jakim jesteś bohaterem z filmu?”, gdy aplikacja prosi o dostęp do Twoich danych i listy znajomych. Albo popularne posty i komentarze w stylu „Pokaż swoje pierwsze zdjęcie profilowe”, „Jak miał na imię Twój pierwszy zwierzak?”, „W jakim mieście chodziłeś do szkoły?” albo „Mój pierwszy samochód to…”. Takie informacje bardzo często pokrywają się z pytaniami bezpieczeństwa używanymi do odzyskiwania kont.
Dla Ciebie to zabawa, dla oszusta – złoto. Dzięki takim informacjom łatwiej mu zgadnąć odpowiedzi w procedurach odzyskiwania konta, może też łatwiej podszyć się pod Ciebie czy tworzyć bardzo wiarygodne wiadomości prywatne, np. na Messengerze czy Instagramie.
Zanim weźmiesz udział w takim quizie, zadaj sobie pytanie: czy to, o co proszą, nie przypomina pytań bezpieczeństwa z banku lub maila? Warto też sprawdzić, czy quiz nie wymaga logowania przez Facebooka lub nie prosi o dostęp do konta. Bywa to sposób na jego przejęcie albo wyłudzenie danych do logowania. Jeśli tak – odpuść.
Fałszywe konkursy, reklamy i wiadomości prywatne
Social media są dzisiaj jednym z głównych kanałów ataków socjotechnicznych. Oszuści wykorzystują:
- fałszywe konkursy („wygraj telefon/bon na zakupy – podaj dane karty, żeby potwierdzić tożsamość”),
- fałszywe inwestycje („kup kryptowaluty / zainwestuj z gwiazdą X” – najczęściej sponsorowane reklamy z profilami podszywającymi się pod te prawdziwe),
- wiadomości na Messengerze/DM od „znajomego”, który rzekomo potrzebuje szybkiej pożyczki, najlepiej BLIK-a na telefon
- linki w komentarzach („Sprawdź, czy jesteś na tym filmiku”, „Twoje konto zostanie usunięte – zaloguj się tutaj”).
Jak się bronić?
- Nigdy nie klikaj w linki prowadzące do stron logowania, jeśli zostały przesłane w wiadomości prywatnej lub w komentarzu.
- Sprawdzaj adresy stron – nawet mała literówka w domenie może oznaczać fałszywkę.
- Nie podawaj numeru karty, kodu BLIK ani haseł w odpowiedzi na prywatne wiadomości.
- Zgłaszaj fałszywe profile i reklamy platformie – i rób to do skutku. Wstępna weryfikacja zgłoszeń bywa automatyczna i oparta na AI, która potrafi się mylić. Nie zniechęcaj się po pierwszym odrzuceniu. Chodzi tu nie tylko o Twoje bezpieczeństwo, ale także o ochronę innych użytkowników.
Trzymaj się zasady: publikuj tak, jakby wszystko miało zostać publiczne
Możesz mieć prywatny profil, ograniczoną listę znajomych i najlepsze ustawienia prywatności, ale zawsze istnieje ryzyko wycieku danych. Ktoś zrobi zrzut ekranu, ktoś straci dostęp do telefonu lub konta, serwis społecznościowy padnie ofiarą ataku lub zmieni regulamin. Dlatego najważniejsza zasada brzmi: nie publikuj niczego, czego nie pokazałbyś obcej osobie na ulicy.
O bezpieczeństwo w social mediach dbasz nie tylko dla siebie, ale też dla swoich bliskich: dzieci, partnera, rodziców, współpracowników. Kilka minut zastanowienia przed kliknięciem „Opublikuj” potrafi oszczędzić wielu problemów. Media społecznościowe mogą być świetnym narzędziem – pod warunkiem, że korzystasz z nich świadomie, z ograniczonym zaufaniem i szacunkiem do własnej i cudzej prywatności.