Za każdą bańką spekulacyjną stoją emocje: nadzieja, chciwość, strach przed pominięciem. Ludzie chcą wierzyć, że istnieje prosty sposób na sukces i że właśnie go odkryli. Gdy inni zaczynają zarabiać, rośnie presja, by pójść ich śladem. W takich chwilach decyzje podejmujemy emocjonalnie, a nie logicznie. A przecież świat finansów to nie tylko emocje, ale przede wszystkim liczby, dane i fakty. Gdy przestajemy je dostrzegać, gdy ignorujemy fundamenty – tworzy się grunt pod bańkę spekulacyjną.
W tej opowieści zmieniają się tylko rekwizyty: raz są to tulipany, innym razem akcje firm technologicznych czy kryptowaluty. Ale mechanizmy psychologiczne i ekonomiczne, które prowadzą do przegrzania rynków, pozostają zadziwiająco stałe. Od tulipanów w XVII wieku, przez akcje kompanii handlowych, firmy internetowe, aż po kryptowaluty i NFT. Zmieniają się tylko przedmioty inwestycji, a emocje i błędy poznawcze ludzi pozostają te same.
Tulipomania – tulipany droższe niż domy
W Holandii w latach 30. XVII wieku cebulki rzadkich tulipanów osiągały ceny równe wartości domu w Amsterdamie. Moda, emocje i nadzieja na łatwy zysk podbijały ceny coraz wyżej. Cebulki stały się towarem inwestycyjnym do tego stopnia, że nie sadzono ich nawet w ogrodach, tylko sprzedawano „na papierze”.
W lutym 1637 roku rynek nagle się załamał – ceny spadły niemal do zera, a ludzie stracili majątki. Pokazuje to, jak szybko entuzjazm może zamienić się w panikę. I jak bardzo ludzie potrafią wierzyć, że cena czegoś będzie rosła w nieskończoność.
Kompanie handlowe – bańki z XVIII wieku
W Anglii i Francji na początku XVIII wieku powstały spółki mające zarabiać na handlu z koloniami. Najsłynniejsze z nich to Kompania Mórz Południowych i Kompania Missisipi. Ich akcje rosły gwałtownie, choć firmy nie przynosiły jeszcze realnych zysków. Obie były wspierane przez państwo (co budowało wrażenie bezpieczeństwa) i cieszyły się ogromnym zainteresowaniem.
Inwestorzy kupowali akcje, bo robili to wszyscy od prostych ludzi po arystokrację. Kiedy spodziewane zyski nie nadeszły, a ceny zaczęły spadać, wybuchła panika. Fala bankructw spowodowana była zwłaszcza tym, że wielu inwestorów pozaciągało wcześniej pożyczki z myślą o pokaźnych zyskach a teraz nie mieli możliwości ich spłacić. W Anglii ze stanowiska zrezygnował kanclerz skarbu, we Francji doszło do kryzysu bankowego.
Krach 1929 – wielki upadek giełdy
W latach 20. XX wieku giełda w USA biła rekordy. Wiele osób inwestowało na kredyt, licząc na szybki zysk. Nastroje były euforyczne – gazety pisały o tym, że każdy może się wzbogacić. W październiku 1929 roku nastąpił krach, który zapoczątkował Wielki Kryzys. W ciągu kilku dni miliony ludzi straciły oszczędności. Kryzys szybko rozlał się na niemal cały świat – załamanie amerykańskiej giełdy uderzyło w gospodarki wielu krajów, prowadząc do spadku handlu, wzrostu bezrobocia i bankructw również w Europie, Ameryce Południowej i Azji.
Bankrutowały firmy, ludzie tracili pracę i domy. Bezrobocie wzrosło dramatycznie, a załamanie gospodarcze rozlało się na cały świat. To pokazuje, jak bańki potrafią wpłynąć nie tylko na inwestorów, ale też na zwykłych obywateli. Uświadamia również, jak bardzo powiązane są ze sobą rynki finansowe na całym świecie – krach w jednym kraju może uruchomić lawinę skutków w kolejnych, prowadząc do globalnego kryzysu gospodarczego.
Bańka internetowa 2000 – gorączka firm „.com”
Na przełomie lat 90. i 2000. powstawało wiele firm internetowych. Wystarczyło mieć w nazwie „.com”, żeby przyciągnąć inwestorów. Ceny akcji rosły, mimo że firmy często nie miały zysków ani jasnego planu działania. Wartość była oparta bardziej na obietnicach niż na faktach.
W 2000 roku bańka pękła. Z rynku zniknęło ponad 5 bilionów dolarów. Część firm przestała istnieć, ale inne – jak Amazon, Google czy eBay – przetrwały i zbudowały solidną pozycję. To przykład, że czasem z bańki może wyłonić się coś trwałego – ale kosztem ogromnych strat wielu ludzi.
Kryzys finansowy 2008 – kredyty bez pokrycia
Na kolejny wielki kryzys nie trzeba było długo czekać. W USA banki udzielały często kredytów hipotecznych osobom, które nie miały wystarczającej zdolności kredytowej. Te ryzykowne pożyczki pakowano w skomplikowane produkty finansowe, które otrzymywały wysokie oceny od agencji ratingowych. Sprzedawano je dalej jako „bezpieczne inwestycje”.
Gdy kredytobiorcy zaczęli masowo zalegać ze spłatami, cały system się zawalił. Upadł bank Lehman Brothers, a państwa musiały ratować gospodarki. Zaczęła się recesja, która dotknęła miliony ludzi. To przypomnienie, że złożone produkty nie zawsze są bezpieczne – i że zysk bez ryzyka to często złudzenie.
Kryptowaluty i NFT – cyfrowa gorączka
Na początku było zachłyśnięcie się technologią. Bitcoin i inne kryptowaluty wydawały się rewolucją – niezależną od banków, odporną na inflację, dostępną dla każdego. Z czasem do gry dołączyły NFT, cyfrowe certyfikaty własności, pozwalające kupić coś, czego nie można dotknąć: grafikę, gif, mem, klip. Te wirtualne dobra osiągały milionowe ceny, często bez żadnej użytkowej wartości.
Zainteresowanie rosło błyskawicznie. Historie o osobach, które „na krypto kupiły dom”, rozchodziły się szybciej niż wyjaśnienia, jak działają blockchain czy tokeny. Media i celebryci dokręcali hype, a strach przed pominięciem (FOMO) napędzał kolejne zakupy.
Ale jak w każdej bańce – wystarczył moment. Niewielkie tąpnięcie, kilka niepokojących informacji i ceny zaczęły lecieć w dół. Wartość wielu aktywów cyfrowych spadła niemal do zera. W ciągu kilku miesięcy z rynku wyparowały miliardy dolarów.
To lekcja, że nawet najnowocześniejsza technologia nie chroni przed starymi błędami. Gdy emocje zastępują wiedzę, a moda rozum – historia ma tendencję do powtarzania się, tyle że w nowej odsłonie.
Dlaczego wciąż wierzymy w szybki zysk?
Z roku na rok pojawiają się nowe okazje do szybkiego wzbogacenia się: akcje firm technologicznych, kryptowaluty, NFT, nieruchomości. Przyciągają nas historie ludzi, którym się udało. Rzadko jednak słyszymy o tych, którzy stracili wszystko. Nasz umysł łatwo ulega złudzeniu, że skoro komuś się udało, to i nam się może poszczęścić.
Daniel Kahneman, psycholog i noblista, wyjaśniał, że większość decyzji podejmujemy nieświadomie, szybko i emocjonalnie. Dopiero potem próbujemy je uzasadnić logicznie. To tłumaczy, dlaczego ludzie inwestują w coś, czego nie rozumieją, kierując się emocjami i intuicją, a nie wiedzą czy planem.
Kiedy widzimy, że inni inwestują i zarabiają, pojawia się w nas presja, by nie zostać w tyle. To naturalne – podążanie za tłumem w sytuacjach niepewności wydaje się bezpieczne. Ten mechanizm znany jest jako społeczny dowód słuszności. Działa też FOMO – lęk przed tym, że ominie nas wyjątkowa szansa.
W dzisiejszych czasach media społecznościowe dodatkowo potęgują ten efekt. Pokazują głównie sukcesy, nie porażki. Mamy więc wrażenie, że wszyscy zarabiają – a tylko my stoimy w miejscu. W takiej atmosferze emocje łatwo biorą górę nad rozsądkiem.
W rezultacie kupujemy aktywa, których nie rozumiemy. Ulegamy modzie, zamiast analizować fakty. A gdy bańka pęka – pozostaje zdziwienie i pytanie: „Jak mogłem tego nie przewidzieć?”. Dlatego warto zachować spokój, myśleć krytycznie i nie ulegać zbiorowemu szaleństwu. Historia uczy, że każda bańka w końcu pęka – pytanie tylko, kto wtedy zostaje z rachunkiem do spłacenia.